niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 1


                                             Zły dzień

 

 

 
Francesca
 
 
-Francesco to jest ta chwila, chcę cię mieć tylko dla siebie i nie pozwolę na odmowę. Zostań ze mną! Już na zawsze. - Przybliżył się bardzo blisko mnie, zaczynałam czuć jego oddech, który powoli stawał się też moim, nasze nosy lekko się styknęły, co przyprawiło mnie tylko o przyjemny dreszczyk. Czekałam na tę chwilę już od bardzo bardzo dawna.
-Pobudka!

Nagle otworzyłam oczy.. to był tylko sen. Jak że piękny sen! Ale oczywiście mój głupi braciszek musiał mnie zbudzić.

-Co się tak wydzierasz?! Pali się czy co?!

Zapytałam wkurzona krzycząc, a on jeszcze bardziej podniusł głos.

-Bo mi się tak podoba!!!

Gdy krzykną czułam się jakby cały dom miałby się za chwilę zawalić, miałam już go dość, przecież równie dobrze mogłam sama wstać! Za chwilę jeszcze coś powiedział, ale nie słuchałam go już, zaczynałam wyobrażać sobie zakończenie tego cudownego snu! Czy to możliwe żebym aż tak sie zakochała? Sama już nie wiem. Po długich dość namyśleniach wzięłam telefon by sprawdzić godzinę, była 7:43, sama nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Jest już prawie ósma, a ja jeszcze się nawet nie ubrałam. Szybko odłożyłam telefon i pobiegłam pod szafę, miałam tam mnustwo ubrań, ale czułam się tak jakby świeciło tam pustkami. Byłam wciekła, dlaczego mój brat mnie tak późno obudził? Ale już mniejsza o to, z niego idiota i nic ani nikt tego nie zmieni. Po chwili z szafy wzięłam byle jaką bluzkę i ulubioną spudnicę, na szczęście świetnie się dopasowały. Następnie szybko pobiegłam do łazięki, niestety na prysznic nie było już czasu więc lekko przeczesałam włosy, nałożyłam pierwszą lepszą opaską i wyszłam z pomieszczenia. Leciałam po schodach, jak wariatka, mało się nie zabiłam. W kuchni nikogo nie było, gdzie się wszyscy podziali? Skierowałam wzrok na zegarek który pokazywał 7:50 na całe szczęście miałam jeszcze te marne dziesięć minut. Podeszłam do loduwki i ją otworzyłam. Zaczęłam główkować co by tu przekąsić ale nic nie wyglądało smacznie. Zamknęłam ją i westchnęłam

-Dlaczego ta lodówka nie może zapełnić się lodami, czekoladami i cukierkami wtedy miałabym na nie jedno ochotę.

Pomyślałam na głos. Rozejrzałam się po kuchni, i zauważyłam koszyk z owocami. Postanowiłam do niego zajrzeć, ale za wiele to ich tam nie było, na wierzku dwa jabłka a pod spodem kiwi i pomarańcz. Bez zastanowienia wybrałam jabłko, nie chciało mi się ubierać pomarańczy, a kiwi nie za bardzo lubię. Po wzięciu owoca, lekko go przemyłam i przetarłam, zaczęłam się w nie wgryzać i czułam soczysty sok który z niego płynie. Byłam bardzo głodna więc migiusiem połowa owoca zniknęła. Postanowiłam rozejrzeć się troszkę po domu, dziwiła mnie cisza która w nim panowała. Zazwyczaj to mój brat sobie coś śpiewał, mama rozmawiała przez telefon z przyjaciółką a tato oglądał bardzo głośno telewizor. W salonie nie było nikogo, to samo w ogrodzie i łazięce. Ale nie miałam już czasu się dłużej zastanawiać. Tylko że był mały kłopot, jeśli mój brat mnie nie podwiezie, będę zmuszona pojechać swoim samochodem. Zazwyczaj to on mnie wozi, bo ma po drodze no i nie musze się martwić o samochód, bo w końcu na parkingu przed liceum nie jest on zbytnio bezpieczny. Otworzyłam garaż i ujrzałam moje cudo, wyglądał jeszcze jak nowy. Jeździłam nim tylko trzy razy, głównie dlatego że na początku miałam lekkiego cykora, jeden zły ruch i mogę go zniszczyć. A więc byłam już w samochodzi, na złość zapomniałam kluczyków, czym prędzej po nie poleciałam, jakąś minutę później już go odpaliłam. Na telefonie chciałam sprawdzić która godzina ale przez mój pośpiech zapomniałam go z pokoju, nie chciało mi się już po niego wracać więc sprawdziłam godziną na zegarku który wisiał przy radiu. Wskazywał on 7:58 ale za pewne późnił się o co najmniej dzisięć minut, ale tak czyś jak, byłam już na pewno spóźniona. Po pięciu, może nawet trzech minutach jazdy byłam już przed liceum. Szybko zaparkowałam, i ruszyłam w stronę wejścia do budynku. Korytarze były puste, byłam zła, w sumie to mało powiedziane.. byłam potwornie wściekła! To moje pierwsze spóźnienie, mam nadzieję że mój bart będzie miał dobrą wymówkę. Zaraz po wiejściu do budynku, zaczęłam sie zastanawiać jaką mam lekcję, szybko mi się przypomniało że matematykę, na całe szczęście gość z matmy bardzo mnie lubi i na pewno wybaczy mi to spóźnienie. Kilka sekund później byłam już pod drzwiami właściwej kalsy, trochę bałam sie wejść... To taki wstyd! Ale musiałam się w końcu ogranąć, każda sekunda dłużej to dłuższe spóźnienie, a tego to ja nie chciałam. Weszłam już do środka, Pan Peter przywitał mnie ciepłym uśmiechem.

-Miło że jesteś Francesco, już myślałem że się nie pojawisz. Zajmij swoje miejscę proszę.

Bardzo mnie zdziwiło jego zachowanie, spóźniłma się a on zareagował jakby nigdy nic, ale nie przejmowałam sie bo to w końcu dobrze. Zajęłam szybko miejsce, przy okazji też zauważyłam jak Viola cieszy się na mój widok, oczywiście odwzajemniłam gest. Na dzisiejszej lekcji z Panem Peterem była bardzo fajna atmosfera, jak to zawsze. Chyba nie ma takiej osoby w klasie która by go nie lubiała, z nim zawsze można porozmawiać o wszystkim, nawet i na tematy poza lekcyjne. Po bardzo mile spędzonej lekcji, wyszliśmy na przerwę. Przypadkowo zderzyłam się z Diego, i poczułam się jak w tym śnie, od razu gdy go ujrzałam uśmiech pojawił mi się na twarzy tak jakby cały sen zdarzył się na prawdę. Po chwili szybko sie ogranęłam, przestałam się szczerzyć jak ostatnia idiotka, i zwyczajnie przeprosiłam go za zderzenia, on również mnie przeprosił i tak ślicznie się uśmiechnął. Czułam się jakby miliony motylów latało mi po brzuchu, to niby zwykły gest ale taki przyjemny. A może on miał ten sam sen co ja? To było by niemożliwe, co ja w ogóle sobie myślę, że żyję w jakimś romantycznym trelerele w której ja wraz z Diego gramy główne role?

Z moich idiotycznych wymyśleń wybudziła mnie Viola.

-Co sie stało że się spóźniłaś?

Zapytała, chciałam jej opowiedzieć kiedy nagle wtrąciła się Ludmiła.

-Ojojoj nasza dobra uczennica nie jest już taka dobra?

Uśmiechnęłam się na to pytanie, ale pochwili lekko spoważniałam i odpowiedziałam.

-Jakoś tak się złożyło że mój brat zbudził mnie dwadzieścia minut przed ósmą i od tak znikną o niczym mnie nie powiadamiając.. To jest jeden z najgorszych poranków jakie miałam, nalatałam się jak nigdy.

Dziewczyny uśmiechnęły się, w sumie to uważam że Ludmiła ma torchę racji, jestem taką dobrą uczennicą, a może za dobrą? Ale nie mam zamiaru teraz figlować ze zmianą się na gorsze, bo jeszcze przesadzę a tego to ja już nie chcę.

 
Violetta
Wraz z dziewczyanmi udałyśmy się pod szafki żeby przygotować książki na następną lekcję.

-Jak myślicie, babka od fizyki dzisiaj sie pojawi czy nie?

Zapytała Ludmiła poprawiając makijaż.

-Mam nadzieję że nie, bo nie przygotowałam się do zadanego przez nią ćwiczenia.

Powiedziałam, co dziewczyny bardzo zdziwiło

-To chyba jakiś wyjątkowy dzień, ta się spóźnia ty nie przygotowana.

Zaśmiała się Ludmiła

-To nie o to chodzi, ja po prostu już nie wyrabiam. Z Leonem strasznie się od siebie oddaliliśmy, boli mnie to bo bardzo go kocham.

-To wróć do niego.

Rzuciłam Francesca

-Nie mogę, przecież wiesz że on ma już inną, jak zaproponuje mu chodzenie, to mnie za pewne wyśmieje.

-Co ty wygadujesz Violu? Jaką znowu inną? Ostatnio rozmawiałam z Fede i powiedział mi że Leon przez to rozstanie jest nie do wytrzymania, cały czas jest nie obecny a do tego oblał ostatnie dwa testy. Oboje siebie potrzebujecie, tylko chyba trudno wam to zrozumieć.

Po wymowie Fran, zaczęłam myśleć... Może i warto odnowić nasze uczucie, ostatnim razem rozmawiałam z nim dwa tygodnie temu od tamtej pory cisza. A jeśli na prawdę się potrzebujemy? Ja go non stop kocham, i z tego co powiedziała mi Fran on mnie też, ale kim do jasnej cholery była ta dziewczyna z którą się całował. Wtedy nie dałam mu dojść nawet do słowa.. może źle zrobiłam.

-Vilu czy wszystko w porządku? Wyglądasz na taką smutną.

Dopytywała się Ludmiła, bez gadania ją jak i Francescę z całych sił przytuliłam, sama nie wiem dlaczego, czułam wtedy że tego potrzebuję. Chwilę później, oderwałyśmy się od siebie. Wraz z Ludmiłą ruszyłyśmy w stronę kalsy w której mamy Fizykę a Fran poszła na Angielski. Dzięki Bogu pani od fizyki nie było i mieliśmy miłe zastępstwo którym był Pablo. Weszłyśmy szybko z blondynką do klasy i usiadłyśmy przy naszym stoliku. Pablo dał nam zadanie w którym mamy stworzyć grupę i opracować dany temat, ta grupa która zrobi najlepsze wypracowanie dostanie po dobrej ocenie. W grupach miało być od 3 do 4 osób, od razu wiedziałam że będę z Ludmiłą. Nagle zauważyłam że dziewczyna chce zawołać Federico do naszej grupy, a z tej racji że on był w grupie z Leonem próbowałam ją powstrzymać. Ale ona mnie wyprzedziła, chłopaki od razu do nas przyszli. Federico i Ludmiła zaczeli rozmawiać ze sobą jakby się wieki nie widzieli, a ja i Leon siedzieliśmy cicho. Nagle przyszedł do nas Pablo, i podał nam karteczkę na której było napisane na temat czego mamy pisać opracowanie. Ludmiła od razu ją wzięła.

-Słuchajcie, na początku zaczniemy od tego kto będzie kapitanem grupy.

Powiedziała z szerokim uśmiechem.

-Ale Ludmiła nie potrzebny jest nam kapitan, przecież każdy z nas może napisać wypracowanie, a później wybierzamy wspólnie najlepsze i po prostu ulepszymy.

Próbowałam jej co nie co wytłumaczyć, ona spoglądała na mnie wciąż z tą samą miną. Tak jakby się zawiesiła, kiedy nagle powiedziała;

-Dobrze a więc wszystko ustalone ja jestem kapitanem. Nikt nie może podważać mojego zdania, więc tak, zaczniemy od tego że dobierzemy się w pary a w parach napiszemy dwa różne wypracowania, później oba spróbujemy połączyć i już!

Od razu gdy usłyszałam pomysł blondynki zaczęłam się wściekać, ona zaplanowałam go tak, tylko po to by być w parze z Federico, a jeśli ona będzie w parze z Federico ja będę musiała pracować z Leonem co mi sie za bardzo nie podoba.

-Ludmiła, ja chyba wolę to co powiedziała Violetta.

Oznajmił Leon zwracając na mnie swój wzrok, lekko się uśmiechnełam a on odwzajmenil gest. Ludmiła znowu zagasła w tej samej pozycji, po ocknięciu się udawała że Leon nic nie mówił, oczywiście ignorowała to co mówimy, bo była "szefem" i wszystko poustawiała tak jak ona chce. No i wylądowałam w parze z Leonem, byłam zła ale może  to i lepiej będę mogła z nim na spokojnie porozmawiać. Na całe szczęście lekcja się już skończyła, Ludmiła wyszła pierwsza z klasy trzymacjąc Federico z rękę, po chwili zaczeli się czule żegnać a ja aż nie mogłam się na to patrzeć. Poszłam do przodu, co wkurzyło Ludmiłę.

-Dlaczego tak pędzisz? Nie chcesz mnie już widzieć?

-Nie o to chodzi.. dlaczego ustawiłaś mnie w parze z Leonem?

-Oj no przepraszam jakoś tak samo wyszło!


Rzuciła udając niewinną

-Zawsze jest ta sama wymówka, ale ja już mam serdecznie dość!

Odeszłam kawałek od niej i udawałam obrażoną.

-Violu, ja cię tak strasznie przepraszam! Nie miałam złych zamiarów, przecież sama mówiłaś że nadal go kochasz i że ci go brakuje.

-No tak.. ale nie wiem czy jestem gotowa z nim szczerze pogadać.

-Lepiej teraz niż później. Potrzebujesz go a on w każdej chwili może znaleźć sobie inną!

-No właśnie, a jeśli już sobie znalazł, przecież widziałaś jak bardzo nie chciał ze mną być w parze.

-Przecież nic takiego nie mówił.. a z resztą, to nie możliwe żeby miał inną przecież Francesca mówiła jak to bardzo za tobą tęskni.

Przewróciłam oczami.

-No dobrze a jeśli sobie znajdzie?

-To proste, zaproponujesz przyjaźń i po kłopocie.

Westchnęłam głośno, nagle zauważyłam biegnącą w naszą stronę Camilę, wyglądała ona na bardzo smutną, i chyba płakała.

-Dziewczyny, koniecznie musimy porozmawiać!

Powiedziała zdyszana.

-Ale co się dzieje Cami?

Zapytałam, wyglądała ona jakby stało się coś na prawdę złego.

-No mów co się dzieje!

Krzyknęła Ludmiła.

-On mnie zdradził...

Powiedziała bardzo cicho, ale dało się zrozumieć. Wraz z Ludmiłą popatrzyłyśmy na siebie, bardzo było nam żal Camili, chociaż mówiłyśmy jej że ten związek długo nie potrwa.

-Miałyście racje a ja głupia was nie posłuchałam!

Zaczęła popłakiwać, strasznie mi się zrobiło jej żal więc ją przytuliłam, następnie dołączyła się Ludmiła.

-No co wy robicie miśka bez nas?

Nagle przyleciała Francesca i Naty, i wszystkie zaczełyśmy się tulić. Po chwili już przestałyśmy i szłyśmy w stronę boiska, tymczasem Cami opowiadała nam wszystko w szczegółach.

-Wtedy poszłam do łazienki, i usłyszałam że ktoś jest w jednej z nich ale nie sam. Zignorowałam to bo w końcu takie rzeczy dzieją się tu codziennie, po wyjściu już z obikacji przemyłam lekko ręce i nagle jedna z toalet zaczałe się otwierać. Zauważyłam że to ta sama z której słyszałam te dźwięki, gdy już do końca się otworzyła wyszedł z niej Kristian wraz z Vanessą, nie mogłam tego znieść więc wybiegłam z tamtąd, prosto do was.

Wszystkie byłyśmy zaskoczone, chyba żadna z nas nie pomyślała że Kritian może aż tak brutalnie potraktować Camile. Szybko zaczełyśmy ją pocieszać, ale trudno było wywołać uśmiech na jej twarzy. Ja jak zobaczyłam że Leon się z kimś całuje to załamałam się na maxa, a co dopiero jakbym się dowiedziała że się z kimś kochał.. Straszliwie jej współczuje! Najwidoczniej nie tylko ja mam pecha w miłości... Chciałabym mieć takie szczęście jak Ludmiła czy Naty, one mają świetnych chłopaków.

-Ej dziewczyny a co wy na to żeby dzisiaj trochę zaszaleć? W końcu jest piątek.

Rzuciła Fran, ale wszystkie tak jakby to zignorowałyśmy, Ludmiła i Naty są dzisiaj za pewne zajęte bo się umówiły z chłopakami, Cami na pewno nie ma zamiaru dziś zbytnio szaleć a ja.. jak to ja nie przepadam za imprezami.

-Słuchacie mnie w ogóle?

Zapytała oburzona.

-Tak, ale Fran komu się chce dzisiaj gdzie kolwiek wyjść, mi na pewno nie, to był ciężki tydzień i mam zamiar odpocząć trochę.

Powiedziała Ludmiła.

-Ale wy nie rozumiecie! Pomyśl Ludmiła, gdy Fede zauważył by cię w klubie tańczącą z innym bardziej by się o ciebie starał. Albo ty Naty, ostatnio pokłóciłaś się z Maxim, a on zarzucił ci że jesteś drętwa, to pokaż że wcale tak nie jest. Czy ty Camila, jakby zobaczył cię Kritian, pomyślałby że szybko o nim zapomniałaś na pewno byłby wściekły, jestem pewna że każdej z nas zrobi to na lepsze!

Wszystkie zaczełyśmy się zastanawiać, w końcu po kolei się zgadzałyśmy, ja byłam ostatnia bo po prostu nie miałam ochoty na żadną impreze, a idę tam ze względu na nie.


*o*o*o*o*

Wszystkie lekcje mineły dość szybko. Właśnie wychodziłam z Ludmiłą, Camilą i Naty ze szkoły i szłyśmy w stronę samochodu Ludmiły, niestety Fran z nami nie jechała bo przyjechała dzisiaj swoim samochodem z jasnych powodów. Byłyśmy już obok samochodu, Ludmiła lekko uchyliła drzwi od strony kierowcy, oparła się o samochód i stała chwilę na zewnątrz, kiedy Cami i Naty były już w środku. Ludmiła oczywiście wolała żeby samochód najpierw się przewietrzył za nim ona do niego wejdzie, bo tak jak ja nienawidzi jak jest gorąco w samochodzie.

-W co się dzisiaj ubierasz?

Zapytała.

-Sama nie wiem...

-Jeśli będę miała czas to wpadnę do ciebie troszkę wcześniej i pomogę ci wybrać.

Wymieniłyśmy sie uśmiechami i wsiadłyśmy do samochodu, po czym odjechałyśmy.

 


Francesca

Szłam w stronę mojego samochodu, było mi strasznie gorąco więc przyśpieszyłam krok. Właśnie miałam go otwierać kiedy nagle ktoś mnie zawołał.

-Francesca!

Od razu rozpoznałam ten cudowny głos, obejrzałam się za siebie i ujrzałam Diego. Uśmiechnęłam się na jego widok, i się przywitałam.

-Słuchaj mam dla ciebie propozycję, ale nie wiem czy się zgodzisz.

Oznajmił, a ja za nie mówiłam... Ciekawe co to za propozycje, ułożyłam rękę za plecami i skrzyżowałam palce. Randka! Randka! Randka!

-Czy chciałabyś pójść ze mną na.. randkę?

Wśrodku zaczęłam piszczeć!!! Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę, powoli zaczęłam się uspokajać, mam nadzieję że po twarzy nie było widać tego jak bardzo się cieszę. Wzięłam głęboki wdech i z poważną miną, ale nadal się uśmiechając powiedziałam;

-Z wielką chęcią.

Mam nadzieję że to nie zabrzmiało tak jakby mi zależało, bo tego to ja nie chciałam..

-To co powiesz na dzisiaj?

Zapytał i tak słodko się zaczął szczerzyć, czułam się jakby serce mi miało zaraz eksplodować. Nie mogłam powstrzymać emocji, ale.. powiedział dzisiaj, a dzisiaj umówiłam sie przecież z dziewczynami.

-Przepraszam cię Diego ale dzisiaj nie mogę, wybacz.

I nagle, zauważyłam jak jego oczy wypełniają sie smutkiem, co prawda uśmiech z jego twarzy nie znikał ale ja po prostu czułam że go w pewnym sensie zraniłam.

-Nie no spoko, jak nie dzisiaj to kiedy indziej.

Powiedział z takim smutkiem w głosie, nie miałam serca by mu odmówić ale wiedziałam że muszę. Pożegnałam go tłumacząc się że śpieszy mi sie, i odjechałam. Przez całą drogę myślałam tylko o tym że mu odmówiłam, jestem taka głupia! No ale sama zaproponowałam dziewczynom dzisiejsze wyjście, nie wypadało by je wystawić. Byłam już koło domu, szybko wjechałam samochodem do garażu i wyszałm z niego wciekła. Gdy weszłam do domu, rzuciłam moją torbę, i poczułam zapach kurczaka, jeszcze nie dawno wręcz umierałam z głodu, ale rozmowa z Diego jakoś tak odebrała mi ochotę na cokolwiek.

-Witaj kochanie, jak w szkole?

Zapytała moja mama z uśmiechem.

-Marnie, jeden z najgorszych dni.

Powiedziałam ze skwaszoną miną, ściągając buty.

-No to nie tylko ty masz dzisiaj zły dzień, bo twój brat dziś na nogach od piątej rano i tylko załatwia jakieś sprawy na temat Resto.

-Co? Nic mi o tym nie wspominał.

Powiedziałam siadając na wysokim krześle przy wyspie kuchennej.

-Może nie miał odwagi.. Wiesz ostatnio z Resto jest co raz gorzej, twój brat sam już nie wyrabia, a jeśli tak dalej pójdźie to trzeba będzie zamknąć Resto.

Bardzo zdziwiło mnie wyznanie mamy, może dlatego Luca obudził mnie tak późno.

-A czemu ciebie i taty dziś rano nie było?

-Nie mówił ci Luca?

Pokiwałam głową przecząco.

-Wraz z tatą pojechaliśmy pozałatwiać sprawy, w końcu już niedługo wyjeżdżamy.

-A tak.. zapomniałam już o tym.

No pięknie, dzień wyjazdu zbliża się co raz bliżej, nie wiem czy dam radę wytrzymać z Lucą sama w domu.

-Jesteś może głodna?

-Nie.. mam dużo lekcji, pójdę już.

Wstałam z krzesła, i podreptałam w stronę mojego pokoju. Chwilę później już w nim byłam, zajrzałam od razu czy nie mam żadnych nowych wiadomości w telefonie, na całe szczęście tylko jedną ale i tak od operatora. Odłożyłam telefon na szafkę nocną i rzuciłam się na łóżko. Leżałam, leżałam i leżałam, czekałam aż mi się to znudzi ale nie miałam nic ciekawszego do roboty. Parę sekund później usłyszałam jak tato woła mnie żebym zabrała swoją plecako torbę (jak to on mówi) z dołu, bo oczywiście z przyzwyczajenia zawsze rzucam ją na jego ulubiony fotel.

-Już idę!

Krzyknęłam i zeszłam wolnym krokiem na dół.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz